Żyło nam się dobrze, mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy. Mogę śmiało powiedzieć, że byliśmy szczęśliwą rodziną, dopóki nie spotkało nas nieszczęście.
Tata zginął w wypadku samochodowym. Wypadek wydarzył się z jego winy – zasnął za kierownicą. Ekspertyza wykazała, że we krwi miał wysoką dawkę alkoholu.
Mało tego, że straciliśmy jedynego żywiciela, to jeszcze musieliśmy opłacić leczenie kobiety, której samochód uderzył, gdy zjechał z drogi. Nasze oszczędności zniknęły w ciągu kilku dni. Musiałem zapomnieć o wyższej edukacji i po szkole iść do pracy.
Przez pewien czas pomagała nam starsza siostra Ilona. W tamtym czasie była już mężatką. Jej mąż pracował na dobrej posadzie, więc przeznaczał część swoich zarobków na wsparcie „biednych krewnych”. Kiedy jednak zaszła w ciążę, uprzedziła, że więcej pomagać nie będzie mogła.
Mojej pensji wystarczało jedynie na jedzenie. Choć starałem się znaleźć drugą pracę, nic z tego nie wychodziło. Rok tak się męczyliśmy, aż w końcu, gdy skończyłem 18 lat, postanowiłem wyjechać za granicę do pracy. Znalazłem dobrą ofertę pracy w fabryce w Niemczech. Nie było mnie w domu przez pół roku, a co miesiąc przelewałem moim dziewczynom całkiem pokaźną sumę.
"Wracam do domu, a Adama nie ma. Dzwonię do niego, a on mówi, że złożył pozew o rozwód, bo nie potrzebuje żony, która potrafi bawić się sama." Z życia
Ten lekarz działa za darmo dla pacjentów, którzy nie mogą zapłacić. Każdy powinien znać tę wspaniałą osobę
Piękna wieczorna modlitwa do Anioła Stróża
Na co swędzi lewe kolano?
Kiedy wróciłem, spodziewałem się, że rodzina ucieszy się na mój widok i ciepło mnie przywita. Tymczasem było zupełnie odwrotnie – zdenerwowali się, że nie zostałem dłużej. Pieniędzy im było mało, nie mogli się „najeść”.
Było mi bardzo przykro. Postawiłem krzyżyk na własnej przyszłości dla nich, a w zamian nie zasłużyłem nawet na zwyczajne „dziękuję”.
Pewnego dnia jedliśmy kolację. Mama upiekła ziemniaki i kilka kawałków kurczaka. Młodsza siostra zaczęła kręcić nosem, stwierdziła, że ma już dosyć jedzenia takich resztek i chce żyć jak wszyscy normalni ludzie: zamawiać pizzę, jeść w kawiarniach, kupować drogie produkty.
Mama milczała, wciąż żałowała je i traktowała jak małe dzieci. Mnie natomiast puściły nerwy:
– Jeśli coś ci się nie podoba, idź i zarób na to, co chcesz.
– A dlaczego to ja mam pracować? Od tego przecież mamy ciebie – zaśmiała się i wyzywająco spojrzała, co dalej zrobię.
– To chyba czas zamknąć ten interes – odpowiedziałem i dodałem: – Mamo, te pieniądze, które przywiozłem, zostawiam wam. Róbcie z nimi, co chcecie, ale więcej na moją pomoc nie liczcie!
Tego dnia spakowałem swoje rzeczy i wyszedłem z domu. Kilka dni mieszkałem u przyjaciela, a potem wróciłem do pracy. Przyjaciel opowiadał mi, że moje siostry wyszły za mąż, ale obie niezbyt szczęśliwie. Mają dzieci, nigdzie nie pracują. Wszyscy żyją z maminej emerytury i zasiłków. Oczywiście, z jednej strony mi ich żal. W końcu to rodzina, ale nie pozwolę, by wycierali o mnie nogi. Niech robią, co chcą.