Że, co jak co, ale tak po prostu wyrzucić własnych rodziców z mieszkania, to w ogóle nie mieści się w naszej wyobraźni.
Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że dojdzie do takiej sytuacji, nigdy bym nie uwierzyła, a nawet pokłóciłabym się z tą osobą.
Z Martinem nigdy nie mieliśmy problemów. Od dzieciństwa jakoś nauczyliśmy go porządku i odpowiedzialności. Kiedy chodził do szkoły, wiedział, że trzeba się uczyć, ale nie dla dobrych ocen, tylko dla siebie i swojej przyszłości.
W okresie dojrzewania nie wagarował, nie uciekał z domu, nie prosił o pozwolenie na wyjazdy z kolegami na działkę, nawet nie błagał o kieszonkowe.
Wszystkie moje koleżanki, opowiadając o swoich zbuntowanych dzieciach, oczekiwały, że i o moim synu powiem coś podobnego, ale milczałam. Kiedy mówiłam, że Martin to wzorowe dziecko, nie wierzyły mi, myślały, że po prostu chcę się pokazać jako dobra matka.
"Lara, skończysz sama z powodu tego mieszkania, masz 45 lat, komu je zostawisz, psu"
16-letnia Chinka najmłodszą osobą uzależnioną od operacji plastycznych. Ma za sobą aż 100 zabiegów
Swędzenie kolana – co oznacza? Przesady i zabobony
Czym jest mumia znaleziona w rosyjskiej kopalni? Tajemnica Tisulskiej księżniczki
Pewnie bardzo mi zazdrościły, bo po ukończeniu studiów naszego syna jakby podmieniono.
Pewnego razu przyjechał do domu na weekend i zaczął rozmowę o tym, jak drogie jest teraz wynajęcie mieszkania w Krakowie, a do tego opłaty za media. Powiedział, że dobrze byłoby kupić własne lokum.
Mój mąż zaczął opowiadać, że my też przez długi czas odkładaliśmy i oszczędzaliśmy na wszystkim, aby kupić własne mieszkanie. Martin tylko się zirytował i ostro przerwał ojcu:
– Ale to było dawno temu! Wtedy mieszkania były tanie, a pensje wysokie. Teraz jest inaczej.
Domyślałam się, do czego zmierza, ale czekałam, czy będzie miał na tyle śmiałości, aby powiedzieć to wprost.
– Przecież macie z mamą taką ładną działkę. Tam jest duży dom i idealna przestrzeń. Świeże powietrze, natura – bajka. Może przeprowadzicie się na wieś, a mieszkanie zostawicie mi.
Rozmawialiśmy wcześniej z mężem na ten temat i rzeczywiście planowaliśmy to zrobić, ale dopiero wtedy, kiedy Martin znajdzie porządną dziewczynę i się ożeni.
Teraz jednak nie jest gotowy na samodzielne życie. Powiedziałam stanowcze „nie”, a syn jakby oszalał. Krzyczał, oskarżał nas o skąpstwo, przypomniał, że całe życie był wzorowy, a my okazaliśmy się tacy niewdzięczni!
Od kilku dni nie dzwoni i nie przychodzi do nas, my też milczymy. Niech dobrze przemyśli swoje zachowanie. Jeśli się nie przeprosi, nigdy nie dostanie naszego mieszkania.
Może, gdy sam uzbiera pieniądze i zarobi na własne mieszkanie, bardziej doceni swoich rodziców.