Zostałam przydzielona do nieznanego mi miasta, a mój mąż pracował tam na zasadzie rotacji - tak się poznaliśmy. Z rodzicami widywaliśmy się tylko na weselach i świętach rodzinnych. Czasami przyjeżdżaliśmy ich odwiedzić.

Oczywiście przez 10 lat wypracowaliśmy własny sposób działania. Na przykład w weekendy zawsze staram się przygotować posiłki na nadchodzący tydzień, a wszystkie szafki i półki są utrzymywane w ścisłym porządku - przy napiętym harmonogramie pracy jest to koniecznością.

Ponadto, ze względu na mój zawód, jestem dość wrażliwa - nie znoszę plam po herbacie na kubkach i mokrych, brudnych szmat. Dla mnie są to wylęgarnie zarazków, które należy wyeliminować. Oczywiście aktywnie korzystam z nowoczesnych urządzeń gospodarstwa domowego i nigdy nie uważałam się za złą gospodynię.

Przez cały ten czas moje relacje z teściową były doskonałe. Dlatego, kiedy przeszła na emeryturę, znudziła się i zgłosiła się na ochotnika do pomocy przy wnukach, nie widziałem nic złego w jej pragnieniu i chętnie zgodziłem się przyjąć ją jako gościa na tydzień lub dwa. I na próżno...

Już pierwszego dnia jej pobytu otrzymałem od niej dawkę niezadowolenia:

Popularne wiadomości teraz

„Po tym, jak go zdradziłam, mój mąż wrócił, ale mi nie wybaczył. Nie zapomniał. Przeprowadziliśmy się do innego miasta, ale to nie pomogło”

Julia Wróblewska niespodziewanie pokazała wszystkim pozytywny wynik testu. Fani zaniemówili

Piernikowa chatka: przepyszna ozdoba świątecznego stołu i wielka radość dla dzieciaków

Pierwszy mąż Anny Przybylskiej - Dominik Zygra. Kim był?

- „Po co ci osobna zamrażarka? Mogłeś zwolnić więcej miejsca w kuchni...

- Tam przechowujemy jedzenie - kupujemy mięso, robimy przetwory.

- Mówisz poważnie? Karmisz mojego syna i wnuki mrożonymi śmieciami? To niezdrowe, nie ma w tym witamin!” teściowa była oburzona. Kiedy zobaczyła pralkę w łazience, zmarszczyła brwi jeszcze bardziej: „Czy ty chociaż pierzesz ręcznie, zanim wrzucisz do niej pranie?

"Dlaczego?” Byłam szczerze zaskoczona.

- Dlaczego? Jest podłączony do zimnej wody! I co ona może z tym zrobić? To tylko spłukuje brud!

- „Widzisz, sama podgrzewa wodę do odpowiedniej temperatury, ma przemyślane wszystkie tryby i pranie jest idealnie wyprane” - delikatnie zaprotestowałam.

- Oczywiście, że tak! "Wy, młodzi ludzie, jesteście gotowi używać każdego urządzenia i nie ma znaczenia, jak ono pierze! Wychowaliśmy was bez pieluch, wszystko robiliśmy ręcznie. A to?” - wskazała na suszarkę bębnową. Po wysłuchaniu moich wyjaśnień zaczęła krzyczeć, że pranie musi wisieć na świeżym powietrzu, bo inaczej będzie bezużyteczne.

- Widzisz, nasz balkon wychodzi na zatłoczoną ulicę. Nie powinnaś tam suszyć prania...” Będąc bezkonfliktową osobą, chciałam jak najszybciej zakończyć tę rozmowę. W końcu myślałam, że teściowa zajmie się wnukami, a nie spodziewałam się, że przekażę jej obowiązki domowe.

- „Dobra, rozumiem”, moja teściowa nagle się wycofała, unosząc jedną brew i zaciskając usta lekceważąco.

"Rano poszłam do pracy na dzienną zmianę, a w tym samym czasie zawiozłam najstarszą córkę do szkoły, a najmłodszą do przedszkola.
Mój mąż również spieszył się do pracy. Nie budziliśmy teściowej - zostawiliśmy jej śniadanie na kuchence i kartkę z życzeniami miłego dnia oraz listą miejsc do odwiedzenia w naszym mieście.

Kiedy wróciłam do domu, przeżyłam prawdziwy szok. Kiedy podjechałam pod dom, zobaczyłam całą girlandę prania rozwieszoną na obwodzie naszego balkonu... Wzięłam głęboki oddech i policzyłam do 10, próbując się uspokoić. W końcu człowiek całe życie mieszka w małym miasteczku, w prywatnym domu... Tłumaczyłam sobie i próbowałam wejść w położenie teściowej. I wydawało się, że mi się udało.

W mieszkaniu zastałam czekającą na mnie radosną teściową, smażącą kotlety ze „świeżego mięsa”, na stole leżały obierki z ziemniaków, a kawałek dalej na blacie leżała brudnoszara szmata, w której ledwo rozpoznałam swój biały ręcznik.

Byłam tak urażona, że zalałam się łzami!Biorąc ręcznik w dwa palce, po cichu wyrzuciłam go do kosza. W to samo miejsce wrzuciłam obierki z ziemniaków, wytarłam stół jednorazową serwetką i zaczęłam układać naczynia w suszarce.

- „Czy zrobiłam coś nie tak?” zapytała ostrożnie teściowa.

„Nie. „Po prostu zniszczyłaś mój ręcznik, wywiesiłaś nasze pranie na głównej ulicy miasta... a wszystko inne jest w porządku” - odpowiedziałam, starając się nie rozpłakać.- „Cóż, to twoja wina!” powiedziała moja teściowa. „Kto wiesza białe ręczniki w kuchni?Nawet nie sądziłam, że jesteś taka!

A ty nazywasz siebie lekarzem! Nie można ci ufać przy kotku, a co dopiero przy mężu! Wpędzisz go do grobu swoimi mrożonkami i wymyślnym jedzeniem!

Byłam tak zaskoczona, że nawet nie zdążyłam odpowiedzieć - łzy same mi się polały, a ja pospiesznie udałam się do łazienki, żeby nie dać teściowej przyjemności dalszego obrzucania mnie błotem. Stamtąd usłyszałam głos mojego męża:

- „Tak mamo! Szykuj się, odwiozę cię do domu.

- O co chodzi? „Czy ja coś źle powiedziałam?” oburzyła się teściowa. „Nęka cię tym mrożonym brudem!
I nie dba o twoje rzeczy.Słuchaj, ona jest dziwolągiem, widziałaś jak wzięła ręcznik? Dwoma palcami!- Mamo, przygotuj się.Nie pozwolę ci skrzywdzić mojej żony. Ty masz swoje nawyki, ona ma swoje.Ale nigdy nie powiedziała na ciebie złego słowa.Odwiozę cię do domu, a ty zrób mi przysługę - zastanów się nad swoim zachowaniem.

Pomimo późnej pory, mężczyzna osobiście odwiózł matkę do domu. Wrócił o północy z bukietem kwiatów: "Nie słuchaj nikogo. Jesteś najlepsza!” - powiedział. Od razu zrobiło mi się cieplej na sercu.

Moja teściowa była urażona i nie dzwoniła przez prawie miesiąc. Ale w końcu się złamała i zadzwoniła do syna. Nawet z nim nie rozmawiała o mnie i moich wnukach.

Pisaliśmy również o: „Spotkałam interesującą kobietę z psem w windzie i zaczęłyśmy rozmawiać: „Dobro się mnoży”