„Co znowu? Drugi raz dzisiaj. Tak, mamo! Co znowu?” – odwróciłam się.

Wyraźnie było widać, że rozmowa była dla niej niewygodna, ale mimo to poruszył mnie ton, którym odpowiedziała matce.

I wcale nie dlatego, że chciałam ją osądzić, ale dlatego, że rozpoznałam siebie. Sama byłam taka – nie raz gorączkowo szukałam telefonu w torebce i tak samo mówiłam:

„Tak, mamo, co znowu?” – a potem się denerwowałam i czekałam, aż ta nieodpowiednia rozmowa się skończy. Znowu pytania, czy jestem ciepło ubrana, czy kupiłam leki, czy pamiętam, że wnukowi nie należy pozwalać na picie Coca-Coli i jedzenie chipsów.

Sama wiem, jakie leki kupić, i wiem o szkodliwości chipsów i napojów gazowanych. Jestem przecież dorosła, a te rozmowy z matką sprawiają, że czuję się jak niedouczona uczennica, i to bardzo mnie złości.

Popularne wiadomości teraz

„Uwiodłam męża mojej przyjaciółki i ani trochę tego nie żałuję. Z takimi jak ona się nie zadziera”

Ten lekarz działa za darmo dla pacjentów, którzy nie mogą zapłacić. Każdy powinien znać tę wspaniałą osobę

Piękna wieczorna modlitwa do Anioła Stróża

Na co swędzi lewe kolano?

Myślałam tak często, dopóki pewnego dnia nie zobaczyłam na przystanku kobiety w moim wieku, która płakała, gładząc telefon. Pomyślałam, że jest smutna z powodu zepsutego telefonu, ale przecież nie był drogi. Starając się być taktowną, cicho zapytałam: „Czy mogę jakoś pomóc?”

Kobieta podniosła oczy i, przepraszając, powiedziała, że się zamyśliła i zapomniała, że znajduje się na ulicy. A potem dodała, że już nikt nie może jej pomóc.

„Stało się coś?” – pytałam z troską, bo widziałam, że kobieta nie martwi się o drobnostkę i chciałam ją jakoś wesprzeć.

Zaczęła mówić: „Mamy nie ma już od miesiąca, a ja wciąż czekam na jej telefon. Codziennie dzwoniła o ósmej rano, pytała o jakieś głupoty. Czasem ledwo powstrzymywałam się, żeby na nią nie nakrzyczeć, zwłaszcza w weekendy (chciałam się wyspać, a ona…).”

Kobieta znowu zaczęła płakać. Moje serce się ścisnęło, a ona kontynuowała: „Wiedziałam, że budzi się bardzo wcześnie, koło piątej, i przez trzy godziny cierpliwie czekała, żeby do mnie zadzwonić. Zastanawiała się, o co zapytać, żeby mnie nie zdenerwować.

Tak mnie denerwowało, że mówiła o takich bzdurach! A przecież potrzebowała tylko poczuć się moją matką, wciąż potrzebną mi. Dlaczego wcześniej tego nie rozumiałam?”

W tym momencie i moje oczy się zaszkliły: „Boże, przecież ja też kiedyś już nie usłyszę głosu mojej mamy i przez wiele lat nikt nie zapyta mnie, czy jestem ciepło ubrana, czy przypomni mi o szkodliwości chipsów i Coli.

Już nie będę czuć się jak uczennica, będę dorosła, tak dorosła, że będę żyć bez mamy. A jak to będzie bez niej?!”

Przeszedł mnie dreszcz tak silny, że aż zaczęły szczękać mi zęby. Drżącymi rękami z trudem znalazłam w torebce telefon, wykręciłam numer: „Cześć, mamo…”

W głosie mamy zabrzmiał niepokój: „Tak, córeczko! Co się stało? Płaczesz?”

Jak ona to czuje? Tak bardzo starałam się być wesoła. Pośpiesznie powiedziałam, że wszystko w porządku, i zapytałam o nazwę leków, o których wspominała wcześniej, bo zapomniałam. Mama z chęcią mi przypomniała, a ja, podziękowawszy, poprosiłam, żeby dzwoniła częściej, obiecując, że wieczorem zadzwonię sama.

Kobieta na przystanku spojrzała na mnie z ciepłem: „Jesteś mądra, a ja… Jutro pójdę do świątyni. Jest tam ulubiona ikona mojej mamy. Kiedy stoję przed nią, słyszę jej głos.”

A teraz ten dialog w tramwaju. Nie, droga towarzyszko podróży, twoja mama nie chce „zaśmiecać” ci głowy.

Ona bardzo boi się cię niepokoić i nie chce dzwonić bez potrzeby. Nieświadomie próbuje znaleźć jakiekolwiek „ważne” powody do rozmowy – jak tylko potrafi.

Dlatego w jej głosie jest tyle niepokoju. Ona bardzo się stara, żeby pokazać, że dzwoni w ważnej sprawie. Czy zadzwoniłaby ot tak, bez powodu?!

Jest samotna i chwyta się rozmowy z tobą jak nitki, która trzyma ją na ziemi! Drodzy dorośli dzieci, nie spieszcie się tak z dorastaniem!

Niech wasze rodzice będą z wami jak najdłużej. A żeby tak było, potrzebują tylko czuć, że wciąż są bardzo potrzebni swoim dzieciom.”